Smakuję świat! (edycja zimowa)

Uwielbiam gotować, ale nie zawsze mam na to czas (pewnie jak z resztą każdy). Jednak uwielbiam testować nowe dania! Wiadomo - największą satysfakcję mam z tych samodzielnie przygotowanych, mimo to dużą przyjemność sprawia mi testowanie lokalnych przysmaków, albo specjałów nowootwartych restauracji. Zapraszam więc was na malutką podróż kulinarną po miejscach które najbardziej zapadły w pamięć mojego podniebienia. Ten wpis będzie o potrawach typowo zimowych - ogrzewających, ciepłych i wyjątkowych!

Naleśniki wytrawne.

To moja wielka miłość! Kiedy widzę w menu naleśnik ze szpinakiem, albo kurczakiem bez wahania go zamawiam. Jednak w żadnej restauracji, ani naleśnikarni nie znalazłam tak dużego wyboru jak w lokalu o wdzięcznej nazwie Manekin.
Miałam okazję zjeść w dwóch toruńskich lokalach, ale wiem że firma ta ma też swoje placówki w Warszawie i Łodzi. (Niestety nie ma go w Krakowie!)
Manekin oferuje naleśniki słodkie, jak i wytrawne. Nie jest tu mowa jedynie o nadzieniu, ale również o rodzaju ciasta. Ja skusiłam się na zielonego naleśnika (jeśli dobrze pamiętam było to ciasto szpinakowe). Do każdego naleśnika możemy wybrać sos (ciepły lub zimny).  W nalśnikarni możemy dostać też inne nietuzinkowe specjały. Moim zdaniem godna polecenia jest zupa borowikowa podawana w chlebie.

Prawdziwe hummus na Kazimierzu.

Pierwsze hummus które skosztowałam było oczywiście zwykłe - marketowe. Było smaczne, ale jego aromat nie oddawał tego co poczuły moje kubki smakowe w jednej z krakowskich restauracji. Hamsa to miejsce gdzie można spróbować wielu izraelskich specjałów, będąc tam pierwszy raz postanowiłam że skosztuję prawdziwego hummusu.
Przyznam szczerze, że od tej pory żadne inne hummus mi nie smakuje. Moja pasta z ciecierzycy była podana z dodatkiem prażonych orzechów pinii i granatem. Całość dopełniał chrupiące pieczywo laffa.
W hummusie poczułam prawdziwy sezamowy aromat, natomiast orzechy i granat dodały potrawie kontrastu. Całe danie jest bardzo sycące, i świetnie oddaje aromat izraelskich smaków.

Lubię kuchnie vege.

Choć wegetarianką ani weganką nie jestem. Dużo przyjemności sprawia mi testowanie przepisów właśnie z produktów pochodzenia roślinnego.
Burgery w stylu wegetariańskim w klasycznej burgerowni? Takie cuda odkryłam w Gdańskim Oryginal Burger. Wiedzona ciekawością postanowiłam zamówić najbardziej nietypową potrawę z menu. Był to burger z ciecierzycą, rucolą, pysznym sosem oraz substytutem mięsa (staniel lub tofu, nie pamiętam dokładnie). Niestety obecnie jest niedostępny w menu, a szkoda bo to najsmaczniejszy burger jaki w życiu jadłam!


Bardzo lubię też zupy kremy. Moją faworytką jest oczywiście sezonowa zupa dyniowa. Naprawdę smaczną zjadłam około rok temu w Veganic.
Czuć w niej było aromat przypraw korzennych i dyni. Wszystko było bardzo estetycznie podane i ozdobione pestkami słonecznika. 

Tarty moim życiem.

Gdziekolwiek jestem, zawsze poszukuję nowych smaków tarty. Wyjątkowo dobrą, jest tarta porowo - orzechową, którą znalazłam w Nowej Prowincji. To przyjemne miejsce zaprasza nie tylko dobrymi tartami, tostami, grzańcem i prawdziwą gorącą czekoladą, ale również artystycznym wystrojem. Prowincja to miejsce z duszą, gdzie zawsze przychodzi mi wena by napisać lub narysować coś nowego. Wracając jednak do tarty, była naprawdę bardzo aromatyczna, nie było w niej za dużo ciasta, ani sera. Ciekawą specyfiką lokalu jest zmienne (przynajmniej jeśli chodzi o tarty) menu, więc można skosztować równych jej smaków. Danie podawane jest z sałatką.

Obwarzanek DIY.

Można je zrobić podczas zwiedzania Żywego Muzeum Obwarzanka. Śledzimy tam historię krakowskiego obwarzanka, a później sami przywdziawszy fartuchy zamieniamy się w piekarskich czeladników. Oczywiście owe obwarzanki robione są na pamiątkę, ale ja osobiście nie mogę oprzeć się zjedzeniu świeżego, ciepłego i pachnącego obwarzanka. Można też wybrać ulubioną posypkę: mak, sezam lub sól. Warto podkreślić że to jedyne takie miejsce gdzie sami możemy zrobić ten kulinarny symbol Krakowa!
W Muzeum zjemy też pyszne obwarzankowe kanapki i napijemy się dobrej kawy.



Na rozgrzanie.

Zawsze dobry jest grzaniec. Najlepszy taki z prawdziwymi przyprawami, pływającymi gożdzikami, plastrami pomarańczy, czy figą. Parujący kiedy go pijesz. Właśnie takie idealne grzane wino dostałam w Schizofrenia Cafe. Sam lokal ma również nietuzinkową, psychodeliczną rzecz można atmosferę. Warto odwiedzić dla dobrego grzańca i nieprzeciętnego klimatu.

Przytul kotka.

Kocia kawiarnia to chyba jedyne miejsce gdzie lubię koty. Delikatnie rzecz ujmując nie jestem kociarom, ale w tym miejscu kotki wzbudzają we mnie przyjemne odczucia. Jeśli chodzi o menu warto skosztować Kawy Kukusi, czyli olbrzymiego latte ze słodkimi piankami - idealne na chłodne i smutne wieczory. Godny polecenia jest też napój imbiorowy. Znajdziemy w nim plastry prawdziwego imbiru oraz aromatyczny miodek. Całość dopełniają milutkie i zadbane kotki, które można sobie pomiziać i pogłaskać. 




Oczywiście mam całą listę miejsc które planuję odwiedzić, więc być może jeszcze podobny wpis pojawi się na blogu. Może macie dla mnie jakieś inspiracje? Wyjątkowe jedzenie, a może klimatyczne wnętrza?










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

2017

Lubię zmieniać kolor

Moje miejsce jest na/pod sceną :D