Posty

Rybki jedzą mi stopy!

Obraz
Fish pedicure stał się ostatnio modny, więc i ja wiedzona ciekawością postanowiłam spróbować. Do salonu kosmetycznego wybrałam się gorseciarą - Moniką. Zarówną dla niej jak i dla mnie był to pierwszy tego rodzaju zabieg. Jak to działa? Rybki garru ruffa (czyli takie ssące) zjadają martwy naskórek ze stóp. Czasem stosuje się też je do innych zabiegów (manicure, a nawet spa). Naturalnie owe ryby występują w zbiornikach wodnych na terenie Bliskiego Wschodu.  Wiele artykułów poddaje wątpliwości, czy cały zabieg jest bezpieczny. Znalazłam wypowiedzi zarówno za, jak i przeciw tej metodzie pedicure.  Przygotujmy się... Najpierw pani zaprosiła nas na fotele. Przy każdym z nich stała specjalna umywalka do mycia stóp. Następnie każda dostała swój przydział pachnącego mydła w płynie. Trzeba było umyć swoje stópki, bo przecież rybki nie będą jeść brudnych! ;)  Po osuszeniu nóżek dostaje się jednorazowe japonki (nota bene do samodzielnego złożenia). W owych klapeczkach t...

Bolków - zamek i zlot gotów

Obraz
Zwiedzać można różne miejsca, ale jak przystało na prawdziwą księżniczkę najlepiej czuję się w zamkach! Przy okazji mojego pierwszego Castle Party zwiedziłam jeden z ciekawszych obiektów architektury średniowiecznej. Trochę o nim i samym festiwalu... Zapraszam na zamek! Właśnie przy okazji najazdu gotów na Bolków miałam okazję obejrzeć piękno tego obiektu. Jest to prawdziwie średniowieczny zamek. Surowe mury tworzą klimat który przywodzi na myśl wampiry czy zamknięte w wieżach księżniczki. Odrobina grozy połączona z monumentalnością całej budowli stanowią połączenie tego co najbardziej mnie fascynuje. Moje spojrzenie na zamek w Bolkowie jest okraszone niesamowitym sentymentem do całego Castle Party. Miejsce to już niejednokrotnie gościło w snach o idealnym ślubie / pogrzebie / innej wzniosłej imprezie. Tutaj rozpoczniemy nasze zwiedzanie. Do zamku prowadzi szeroka wybrukowana droga, która przez bramę wiedzie nas na dziedziniec zamku. Warto tu podkreślić, iż budowla znajduje si...

Przygoda z balonami!

Obraz
Moja przygoda z modelowaniem balonów zaczęła się jakieś 2 lata temu. Pierwszy raz zetknęłam się z samodzielnym robieniem balonowych zwierzaczków  Na początku nie podobało mi się to wcale. Balony pękały, jakoś wolno mi to wychodziło... Była to jedno ze zleceń hostessowych. Ważna uwaga: jeśli ktoś od hostessy wymaga skręcania balonów i malowania buziek, to znaczy że chce maksymalnie oszczędzić. Stawka był jak w żabce na kasie, ale jako że nie znałam się wtedy na animatorstwie i lubię dzieci, byłam szalenie zadowolona z tej pracy. Niedawno przy okazji pracy okazało się że mój balonowy skill może się przydać. Kiedy pracuje się  w animatorstwie modelowanie jest bardzo pożądaną umiejętnością,dlatego po dłuższym rozstaniu wróciłam do skręcania. Zaczęłam od powtórzenia starych, bardzo prostych wzorów. Okazało się że wszystkie pamiętam, a modelowanie balonów to prawdziwa frajda! Postanowiłam że do piesków i żyraf powinny dołączyć inne zwierzaki. W taki właśnie sposób powsta...

2017

Obraz
Pracowity, pełen emocji i przeżyć. Na pewno nie szary, nudny i banalny. Taki byłdla mnie miniony rok. Obfitował w chwile piękne, spełnienia większych czy mniejszych marzeń, ale również trudne jak ważne decyzje i choroby. Ktoś powiedział mi, że rzeczy złe i takie z którymi trudno było sobie poradzić spotkały mnie tylko dlatego, żeby wiedziała że wszystkie dobre to nie sen. To zdanie idealnie odzwierciedla wszystko co się wydarzyło. Spis małych lub większych osiągnięć: 1. Najwyższa średnia na roku (drugi raz z rzędu) Za mój II rok studiów moja średnia wynosiła 4.83, za III 4.82 Jestem z tego bardzo dumna, ponieważ wymagało to ode mnie naprawdę sporego nakładu pracy, ale nic tak nie cieszy jak osiągnięcia które wymagały poświęcenia! 2. Tatuaż (a nawet dwa!) Spełniłam jedno z moich wielkich marzeń, którego naprawdę bardzo się obawiałam. Jestem z obydwu bardzo zadowolona. 3. Castle Party i zaręczyny Bolków, zamek, świetna muzyka, gorsety. Ah... chcę tam wrócić! Zwieńc...

Smakuję świat! (edycja zimowa)

Obraz
Uwielbiam gotować, ale nie zawsze mam na to czas (pewnie jak z resztą każdy). Jednak uwielbiam testować nowe dania! Wiadomo - największą satysfakcję mam z tych samodzielnie przygotowanych, mimo to dużą przyjemność sprawia mi testowanie lokalnych przysmaków, albo specjałów nowootwartych restauracji. Zapraszam więc was na malutką podróż kulinarną po miejscach które najbardziej zapadły w pamięć mojego podniebienia. Ten wpis będzie o potrawach typowo zimowych - ogrzewających, ciepłych i wyjątkowych! Naleśniki wytrawne. To moja wielka miłość! Kiedy widzę w menu naleśnik ze szpinakiem, albo kurczakiem bez wahania go zamawiam. Jednak w żadnej restauracji, ani naleśnikarni nie znalazłam tak dużego wyboru jak w lokalu o wdzięcznej nazwie Manekin . Miałam okazję zjeść w dwóch toruńskich lokalach, ale wiem że firma ta ma też swoje placówki w Warszawie i Łodzi. (Niestety nie ma go w Krakowie!) Manekin oferuje naleśniki słodkie, jak i wytrawne. Nie jest tu mowa jedynie o nadzieniu, ale rów...

Jeszcze piszę do szuflady!

Obraz
Ale planuję to zmienić! Dlatego właśnie powstał ten blog, a w tym momencie tworzy się notatka na temat mojej kolejnej pasji - pisania. Najczęściej spod mojego pióra wychodzą wiersze, niemniej zdarzają się tez opowiadania. Czasem nawet uda mi się skrobnąć jakąś recenzję. Nie piszę książek. Nie dlatego że bym tego nie chciała, ale dlatego że "wypalam się" już przy pierwszych rozdziałach. Żyję nadzieją, że w przyszłości uda mi się skończyć choć jedną rozpoczętą powieść... Piszę o sobie. Nawet jeśli nie wynika to wprost z narracji, czy z samego tekstu. Przeważnie utożsamiam się z podmiotem lirycznym bądź narratorem. Mam przez to wrażenie (może mylne), że to co pisze jest bardziej autentyczne.  Piszę najczęściej o trudnych momentach, chwilach zwątpienia i niesprawiedliwości życia, miłości (szczęśliwej bądź nie), śmierci ale także religii, czy całkiem monotonnej prozie życia codziennego. Moje pisaniny powstają w różnych warunkach, zarówno w tłocznym tramwaju, jak i na n...

Moje miejsce jest na/pod sceną :D

Obraz
Zawsze chciałam koncertować. Moim wielkim gimnazjalnym marzeniem było jeżdżenie po koncertach! Będąc delikatnie rzecz ujmując gówniarą sama za bardzo nie mogłam jeździć, nie miałam też koncertowej ekipy, ani starszego rodzeństwa które wprowadziłoby mnie w magiczny świat imprez plenerowych z pogo w roli głównej. Chodziłam więc na jakieś mniejsze koncerty w rodzinnej miejscowości. Czasy to odległe i mroczne, kiedy włosy sięgały mi aż za pas, a jedynym uznawanym w moim świecie tańcem było pogo. Pogowałam więc na czym tylko się dało! Od koncertów typowo punkowych, rockowych ale nie miałam tez problemu z popem czy reggae. Wyjątek stanowiło tu disco polo, ponieważ to gatunek muzyki na który alergię wypiłam chyba wraz z mlekiem matki. ;) Coke Live Music Festival 2011 Pierwszym poważnym, można by rzecz, koncertem na który się wybrałam był Coke Live Music Festival. Był to rok 2011, czyli wakacje po moim zakończeniu edukacji w szkole na poziomie gimbazy. Wtedy nie słuchałam wielu ze...