Moje miejsce jest na/pod sceną :D
Zawsze chciałam koncertować.
Moim wielkim gimnazjalnym marzeniem było jeżdżenie po koncertach! Będąc delikatnie rzecz ujmując gówniarą sama za bardzo nie mogłam jeździć, nie miałam też koncertowej ekipy, ani starszego rodzeństwa które wprowadziłoby mnie w magiczny świat imprez plenerowych z pogo w roli głównej.Chodziłam więc na jakieś mniejsze koncerty w rodzinnej miejscowości. Czasy to odległe i mroczne, kiedy włosy sięgały mi aż za pas, a jedynym uznawanym w moim świecie tańcem było pogo. Pogowałam więc na czym tylko się dało! Od koncertów typowo punkowych, rockowych ale nie miałam tez problemu z popem czy reggae. Wyjątek stanowiło tu disco polo, ponieważ to gatunek muzyki na który alergię wypiłam chyba wraz z mlekiem matki. ;)
Coke Live Music Festival 2011
Pierwszym poważnym, można by rzecz, koncertem na który się wybrałam był Coke Live Music Festival. Był to rok 2011, czyli wakacje po moim zakończeniu edukacji w szkole na poziomie gimbazy. Wtedy nie słuchałam wielu zespołów w których zasłuchuję się obecnie, wiadomo gust ewoluuje, i moim oczkiem w głowie był brytyjski zespół White Lies. Za ciężko zarobione (głównie u babci i rodziców) cebuliony pojechałam na Coka, gdzie jedną z gwiazd wieczoru była owa kapela.
Metal metal...
W szkole średniej było już bardziej koncertowo, ale też bez szału... Koncertowe szaleństwo zaczęło się na studiach. Pierwszy chyba większy koncert to Folk Fest. Oczywiście jak przystało na mnie, musiałam się wyróżniać z tłumu i oczywiście w tłumie czarnokoszulkowców ja ubrałam słowiańską bluzkę w kwiaty i wianek. To był pierwszy koncert z którego zebrałam souveniry :D
Mój luby zlapał dla mnie kostkę gitarzysty Eluveitie, a sama zdobyłam pałeczkę perkusisty!
Później było wiele wiele koncertów, ale wspomnę tu o kilku które bardziej zapadły mi w pamięć.
Najważniejsze z nich (Wardruna i moje pierwsze Castle Party pozostawiam sobie na osobny wpis, bo były one zdecydowanie najbliższe memu serduszku!)
I stał się cud! Do grodu Kraka z mojej rodzinnej miejscowości jechaliśmy pociągiem, otwierając drzwi przedziału usłyszałam w progu: Hunter czy Moonspell?
- Moonspell!
I tym sposobem poznałam moją ekipę na ten koncert. Razem obaliliśmy w pociągu różnego trunki %% lepszej i gorszej jakości i razem bawiliśmy się na koncercie. ;)
Mój luby zlapał dla mnie kostkę gitarzysty Eluveitie, a sama zdobyłam pałeczkę perkusisty!
Później było wiele wiele koncertów, ale wspomnę tu o kilku które bardziej zapadły mi w pamięć.
Najważniejsze z nich (Wardruna i moje pierwsze Castle Party pozostawiam sobie na osobny wpis, bo były one zdecydowanie najbliższe memu serduszku!)
Machine Head, czyli mam farta!
Na koncert Machine Head wybieraliśmy się dość opornie, ponieważ bilety się wyprzedały zanim zdążyliśmy je nabyć. Jednak udało mi się wygrać bilet na Machinów. Problem był taki, że nie miałam z kim iść na ten koncert. Z moim mężczyzną stwierdziliśmy że albo uda mu się kupić bilet przed wejściem, albo pójdę sama i trudno. Szczęście widać nam sprzyjało, bo udało się zdobyć bilet i to taniej niż w reguralnej sprzedaży.Nowy koncert = nowe znajomości.
Na koncertach zawsze można poznać kogoś nowego, teraz kiedy mam pewną osobę która chodzi ze mną, pilnuje mój portfel oraz tego by tłum nie wgniótł mnie w barierki, sama zagaduję do ludzi znacznie rzadziej. Najczęściej zawsze wspominam jeden z moich pierwszych koncertów - Moonspell, na który pojechałam sama. Stało się tak ponieważ koleżanka która miała mi towarzyszyć w ostatniej chwili się wykruszyła. Równocześnie w ten sam dzień na koncert Huntera do Krakowa jechała ekipa moich znajomych. Myśl która pojawiła się wtedy w mojej głowie: Pojadę z nimi, może stanie się cud i kogoś poznam po drodze. Ewentualnie pójdę z nimi na tego Huntera.I stał się cud! Do grodu Kraka z mojej rodzinnej miejscowości jechaliśmy pociągiem, otwierając drzwi przedziału usłyszałam w progu: Hunter czy Moonspell?
- Moonspell!
I tym sposobem poznałam moją ekipę na ten koncert. Razem obaliliśmy w pociągu różnego trunki %% lepszej i gorszej jakości i razem bawiliśmy się na koncercie. ;)
Wyglądać też muszę!
Nie ma to tamto, ja zawsze kochałam dziwne stylizacje, a koncerty to idealne miejsce żeby pokazać się w niecodziennej odsłonie. Przerobiłam ich wiele, głownie wiankowo/kwiatowe - na koncert folkowe, gorsety i mroczny make up na typowo gotyckie i metalowe.
Obowiązkowe są też glany, buty wojskowe lub martensy w kwiatki ( które były ze mną od czasu gimnazjum, aż po koniec szkoły średniej, ich następcami zostały.... identyczne martensy w kwiatki).
Pod sceną też można zabłysnąć...
Zwłaszcza kiedy wyłapie Cię jakiś fotograf, a ja kilka razy miałam okazję być uwieczniona przez fotografów. Poniżej kilka z nich:
1.Folkfest:
autor: Michał Pawłowski rockmeta.pl
1.Folkfest:
autor: Michał Pawłowski rockmeta.pl
2.Einar Selvik:
autore: Do Tańca Nie Do Różańca
Wszystkie moje koncerty.
Teraz pewnie pominę wiele zespoło\ów i wykonawców których miałam przyjemność słuchać na żywo ale moja lista kształtuje się mniej więcej tak (kolejność randomowa):
1. Kataklysm
2. Decapitated
3. Machine head
4. Insomnium
5. Stamina
6. Rotting Christ
7. Triptykon
8. Wardruna
9. Frontside
10. Radogost
11. Jar
12. Suicide commando
13. Arkona
14. Eluvetie
15. Swallow
16. Otalah
17. Wolfhearth
18. Herloth
19. Amon Amarth
20. Einar Selvik
21. Secrets of the moon
22. Katatonia
23. Flesh god Apocalypse
24. Gojira
25. Children of bodom
26. Skalmold
27. Septic Flesh
28. Percival Schuttenbach
29. Lahka muza
30. diving lines
31. Star industry
31. Percival
32. H.EXE
33. My Dying Bride
34. Tiamat
35. White Lies
36. Hunter
37. Moonspell
38. Closterkeller
39. In Strict Confidence
40. Diary of dreams
41. Triptykon
42. Kabanos
Na pewno o czymś zapomniałam, ale w razie nagłego ataku przebłysku dobrej pamięci zaktualizuję notatkę! :) Nie liczę także tych wszystkich koncertów które były całkowicie nie w moim klimacie a szłam tam tylko na pogo gimbusem będąc, bo fance metalu to troszkę wstyd przyznać się że był to jakiś tam Bednarek itp. ;)
42. Kabanos
Na pewno o czymś zapomniałam, ale w razie nagłego ataku przebłysku dobrej pamięci zaktualizuję notatkę! :) Nie liczę także tych wszystkich koncertów które były całkowicie nie w moim klimacie a szłam tam tylko na pogo gimbusem będąc, bo fance metalu to troszkę wstyd przyznać się że był to jakiś tam Bednarek itp. ;)
Od czasu kiedy biegałam w pogo i leciałam na fali na koncertach zmieniłam się ciut, ale uwielbiam mocne brzmienia i muzykę na żywo w dobrej aranżacji.
Koncerty m.in. Wardruny, Arkony, Einara, Katatonii, czy My dying bride, były spełnieniem moich wielkich marzeń, dlatego strasznie się cieszę że to są chwile których nikt mi już nie odbierze.A jaki wasz koncert utkwił wam najbardziej w pamięci?







Komentarze
Prześlij komentarz