Każda kobieta jest trochę księżniczką...

"Mamo, tato co wy na to że będę księżniczką?!"
Powtarzałam to zdanie niczym mantrę będąc jeszcze małą dziewczynką, może trochę od tego czasu się zmieniło ale jeden element książęcej garderoby pozostał moim oczkiem w głowie.
Każda kobieta jest trochę księżniczką, i tak też powinna być traktowana przez faceta, ale dlatego uważam że każda kobieta choć raz w życiu powinna założyć gorset i poczuć się jak królewna na balu!

Czemu akurat gorset?
Moja fascynacja gorsetami ma początek w festiwalu Castle Party. Zawsze podobały mi się piękne panie w wytwornych gorsetach, z ogromnym (wręcz przesadnym) wcięciem w talii.  Oglądając zdjęcia czy filmiki w sieci wzdychałam do busków i wiązań z nadzieją że kiedyś zagoszczą one w mojej garderobie.
Gdy przestałam rosnąć, schudłam, postanowiłam że pora na spełnienie mojego wielkiego marzenia o prawdziwym gotyckim i niepowtarzalnym jak ja gorsecie.


Kupić? Uszyć? Ale gdzie...
Swoje poszukiwania gorsetu marzeń rozpoczęłam na allegro. Trafiłam tam na wiele gorsetopodobnych tworów z plastikowymi fiszbinami, których konstrukcja nie ma nic wspólnego z modelowaniem sylwetki (w slangu gorseciar takie falsyfikaty gorsetów zwane są tubami). 
Jednak nie podobał mi się żaden z nich i całe szczęście, bo jeszcze skończyłabym w gorsecie który zamiast tworzyć wspaniałą figurę klepsydry zrobiłby ze mnie smutny walec!
Wreszcie trafiłam na sklepy gotyckie (konkretnie 3: Restyle, Papercats i RebelMadness), które w swoim asortymencie oferują gorsety na prawdziwych stalowych fiszbinach. Znalazłam tam kilka wzorów gorsetów, które mogłabym mieć w swojej garderobie, niestety były akurat niedostępne w moim rozmiarze. Warto tu wspomnieć że rozmiarówki gorsetów nie podaje się na ogół w literkach, a w calach, które oznaczają obwód gorsetu w talli w momencie całkowitego zasznurowania gorsetu.
Szukając w odmęntach facebooka trafiłam na gorsetową grupę, która okazała się być strzałem w dziesiątkę! Dostałam tam namiar do zdolnej gorseciarki z Krakowa, która uszyła mój pierwszy gorset.

A może w kwiatki?
Moją obsesję na punkcie kwiatów oczywiście chciałam ukazać również w gorsecie, jednak mój pomysł haftowania kwiatów okazał się nierealny w stosunku do grubości mojego portfela ;). Postanowiłam więc że znajdę coś innego co będzie równie bliskie mojemu sercu.
Mój materiał przyleciał z za granicy (nie pamietam dokładnie, ale zdaje się że z Wielkiej Brytanii). Pierwszy gorset uszyła dla mnie Palina, znana też wtajemniczonym jako Corssety & Romance (https://www.facebook.com/CorsetryRomance/).
Od uszycia tego gorsetu minęły już trzy lata, a jest nadal idealny pod względem rozmiaru i wyglądu! Przypadkiem trafiłam do jednej z najbardziej znanych gorseciarek w Polsce, aż trudno uwierzyć że miałam tyle szczęścia!

Jednemu będzie smutno
Oczywiście zakochana w pierwszym gorsecie zapragnęłam mieć więcej (bo przecież nie będę chodzić ciągle w jednym).
Chciałam mieć coś bardziej uniwersalnego, gdyż mój paw jest dość ozdobny. Kupiłam czarny sklepowy gorset, później turkusowy "z drugiej ręki" i oba były naprawdę piękne, ale nie miałam w niej takiej figury jak w moim pierwszym. Szybko stwierdziłam że sklepowe gorsety nie są dla mnie i od tej pory stawiam na te szyte na miarę. ;)


Żebra sobie połamiesz!
Takim hasłem posługują się osoby które o gorsetach nie wiedzą zbyt wiele... Gorset szyty na miarę jest naprawdę bardzo wygodny i wiadomo że nie jest się go w stanie nosić ciągle ale nie powoduje on żadnych uszczerbków na zdrowiu. ;)
Co więcej, ja dzięki noszeniu gorsetu przestałam się garbić! Bo w gorsecie nie wypada! ;)
Gorsety noszę sporadycznie, głównie na koncerty, sesje zdjęciowe, spotkania gorsetowe czy większe wyjścia. Uwielbiam to uczucie mocnego zasznurowania i ściśnięcia w talii. Wiele gorseciar porównuje je do mocnego przytulenia, i ja całkowicie się z tym zgadzam! :)

Gorsety inspirują.
Mnie przynajmniej bardzo! Dzięki gorsetom stworzyłam już projekt produktu, instrukcji obsługi oraz identyfikacji wizualnej dla Crimson Lily(jednej z krakowskich gorseciarek, autorki mojego rubinowego gorsetu), a nawet obraz.
Logo mojego autorstwa jest używane na fanpage, na który oczywiście zapraszam, bo Koralina szyje cuda! Jest autorką mojego rubinowego gorsetu (widocznego na zdjęciu powyżej)(https://www.facebook.com/pg/CrimsonLilyCorsets)
Także na bazie mojego projektu powstała metka dla Crimson Lily, z czego jestem ogromnie dumna ponieważ to jeden z tych projektów który nie robiłam do szuflady, portfolio, bądź na zaliczenie. Dlatego teraz z podwójną dumą noszę czerwone cudo od Koraliny.


Kolekcje trzeba powiększyć!
Kocham gorsety bo czuję się w nich naprawdę kobieco i mimo że mam naturalnie wcięcie w talii, to uwielbiam je podkreślać!  Stopniowo staram się powiększać moją gorsetową kolekcję, i mam nadzieję że za jakiś czas będę mogła sobie pozwolić na kolejne szyte na miarę cudo od gorseciarki.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

2017

Lubię zmieniać kolor

Moje miejsce jest na/pod sceną :D