Pierwszy raz na dachu świata

Lubię być wysoko! 
Naprawdę. Może leczę tak trochę mój minimalny kompleks niewysokiego wzrostu(wywołany jedynie faktem iż nie na wielu zleceniach hostessowych podstawowym wymogiem jest minimum 170 cm wzrostu, co mnie po prostu boli).
Mój pierwszy raz w prawdziwych górach (od jakiegoś czasu wyznaję zasadę że góry zacyznają się od 2000 m.n.p.m.) miał miejsce w 2015 roku...
Tak złapałam górskiego bakcyla, i pokochałam hasanie po graniach!


Sławkowski Szczyt, czyli w języku tambylców Slavkovský štít, to góra położona w tatrach wysokich, na wysokości 2452 m.n.p.m.  Mogłam sobie pozwolić na taką wysokość i długą trasę, ponieważ wyrobiłam sobie wcześniej dość dobrą kondycję, która naprawdę tam się przydała! 
Cel wyprawy i dobór szlaku pozostawiam zawsze mojemu księciu na białym koniu, ponieważ potrafi on wybrać trasę która mnie nie znudzi, nie zabije, a będzie wspaniałym wyzwaniem! Pogoda wprost zachęcała do wędrówki, a sama trasa obfitowała w niecodzienne widoki.
Sławkowski, jak już wcześniej wspominałam jest położony na terenie Słowacji, a co za tym idzie podczas wspinania się nie mamy za sobą wężyka ludzi. Tatry Słowackie są bardziej dzikie, intymne, spokojne... Pełne natury,bez męczących ludzi od których każdy pragnąłby raczej odpocząć w towarzystwie natury. Powietrze zdaje się być dużo czystsze, a niebo bardziej niebieskie. Mogą być to subiektywne odczucia wywołane moją miłością do tych gór.

Dlaczego chodzenie w góry jest takie fajne?
Dla mnie to przede wszystkim nowe miejsce, bo do tej pory nie byłam jeszcze dwa razy na tym samym szczycie. Jednak najlepiej w mojej głowie brzmi hasło: Wyzwanie. Każda góra, to trochę zmierzenie się z samym sobą. Czasem jest stromo, ślisko, męcząco, gorąco... Ale potem jaka satysfakcja z faktu że ci się udało.


Moja historia szczytów nie jest bardzo bogata, ale z nadejściem wakacji regularnie się powiększa.
Oto miejsca w których raczyłam się kubkiem herbaty z termosu:

1. Sławkowski szczyt
2. Koprowy 
3. Grześ
4. Rakoń
5. Rakuska czuba
6. Baraniec
7. Kamienista
8. Gęsia szyja

Hah! Brakuje wam tu pewnie klasyków typu Rysy czy  Otóż takie miejsca planuję odwiedzić, ale z racji swojej popularności dla mnie są mniej atrkacyjne. Zawsze lubiłam być oryginalna, to po co mam się pchać na szczyty które obecnie mnie całkowicie nieinteresują. Zapewne kiedyś przyjdzie mi ochota żeby dodać i także popularne trasy do swojej kolekcji,
Zdradzę wam na koniec, że w tym roku w planach jest Wołowiec, którego nie udało się nam zdobyć w czasie ubiegłorocznej batalii o krokus, oraz Krywań.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

2017

Lubię zmieniać kolor

Moje miejsce jest na/pod sceną :D